wtorek, 23 sierpnia 2011

Tym razem serio

Należę do rodziny bez nazwiska. Do długiej linii kobiet, które na tle różnych zawirowań historycznych przekazują sobie nieokreślone, kulturowe "coś", co można by w braku lepszego określenia nazwać tradycją. Tradycje się zmieniają, mody i style również, zmieniają się nasze nazwiska (bo nie mamy własnego!), ale zostaje to "coś" - wiedza o przodkiniach?

Historia mojej rodziny to temat nie na teraz, w każdym razie sięga czasów mojej praprababki Katarzyny, zwanej Babcią Kasią. Potem była jej córka - Babcia Nusia i jej córka - Babcia Basia i jej córka, a moja matka. Każda z tych kobiet była odważna, samodzielna (na skutek prywatnych perypetii, albo dziejowych).

I dlatego szlag mnie trafił, jak w sobotę na pogrzebie mojej Babci ksiądz był uprzejmy tytułować ją "Jego Żoną Janiną". Dziadek zmarł trzydzieści pięć lat temu, a Babcia nawet (a zwłaszcza) jeszcze za jego życia nie miała w sobie nic z bluszcza!

Brak córki jest dla mnie tym, czym dla faceta brak syna. Oczywiście, nie mogłabym jej przekazać nazwiska, ale właśnie imię - Janina - które nosimy wszystkie, niektóre jako pierwsze, inne jako drugie imię. Oraz to "coś". Facetom jest łatwiej - łatwo wyobrazić sobie gościa, który mówi mój prapradziadek Iksiński, mój pradziadek Iksiński, etc. Wobec tego wychodząc za mąż nie zostawiłam sobie nazwiska mojego ojca - to byłoby bez znaczenia.

Mam tylko nadzieję, że nikt nie zechce tytułować mnie ani za życia, ani potem Jego Żoną. Bo wstanę i zrobię skandal na własnym pogrzebie.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Dzień bez szydery ze starego dniem straconym

Kronopio do ojca:
- Jesteś jak komputer...
(ojciec puchnie z dumy)
- jesteś jak komputer, który się wolno uruchamia.

Wcześniej przez kilka minut prosił ojca o coś, a ten baardzo wolno wstawał z łóżka.

niedziela, 14 sierpnia 2011

Aż powietrze z grozy pociemniało

i znowu leje. Burza, jak obszył.

(co się dzieje z tym latem? teraz to już jesień)

Fama zerwał mnie przed szóstą (tak naprawdę nie śpię od piątej), żeby sobie sobie teraz uciąć pierwszą drzemkę. Pozostali śpią, Babcia też, ale ja już się nie położę, bo muszę czuwać obok leżaczka, w którym lekko drzemie sobie rozkoszniaczek.

Aparat znowu nie działa, bez wizyty w serwisie się nie obejdzie.

"Kubuś" niezły, najlepszy film dla dzieci od czasu "Zaplątanych".

Leje. Chyba trzeba kogoś złożyć w ofierze.

sobota, 13 sierpnia 2011

Stop

Wróciliśmy znad morza. Oczywiście lało, ale tylko przelotnie.

Zepsułam i naprawiłam aparat.

Mąż kupił mi prześliczny sweterek od Toma Tailora i dodatkowo bluzeczkę.

Wybieram się z Kronopiem na Kubusia Puchatka.

Do kruchego ciasta dodałam całe jajka (błeeeeeeeeeeee).

Spać mi się chce.

Dzieci wyrastają z ubrań, już nie nadążam.

W środę byłam na usg z Famą na Waryńskiego. Cholera, zakręciło mi się w głowie od szerokiego świata. Mój skurczył się do elipsy o średnicy jednego kilometra. (czy elipsa ma średnicę?